W tym informacyjnym szumie i w natłoku narzędzi niejednokrotnie trudno się połapać,
a jednocześnie ludzie prowadzący biznes odczuwają presję, aby w tym temacie zacząć „coś” robić i aby „nie zostać w tyle”. Jest to jednak zły punkt wyjścia do podejmowania jakichkolwiek decyzji biznesowych.
Po pierwsze: to, że zewsząd słyszymy o zastosowaniu konkretnych narzędzi, nie oznacza, że my potrzebujemy ich zastosowania.
Po drugie: jeśli już dostrzegamy potrzebę rozwiązania jakiegoś biznesowego problemu biznesowego, to nie oznacza, że to właśnie najpopularniejsze narzędzie je rozwiąże.

Czym się różni automatyzacja od AI?
Chociaż automatyzacja jest aktualnie tematem numer jeden, nie jest to w żaden sposób nowy wynalazek. Narzędzia do automatyzacji low-code/no-code są na rynku dostępne od kilkunastu lat i ich istnienie jest całkowicie niezależne od rewolucji GenAI. Narzędzia oparte na GenAI również służą do automatyzacji, stąd wzrost popularności tego tematu, ale i źródło nieporozumień.
Bo jedna rzecz wymaga podkreślenia: nie każda automatyzacja wymaga AI. A co więcej: bardzo wiele procesów automatyzowanych obecnie przez AI na fali popularności w ogóle AI nie potrzebuje.
Różnica ta jest zasadnicza i wpływa nie tylko na to, jak bezpieczne są procesy biznesowe w naszej firmie, ale też ile finalnie wydamy pieniędzy na ich automatyzację. Zdefiniujmy zatem na początku te dwa podejścia:
Automatyzacja
jest niezbędna wtedy, gdy proces biznesowy jest powtarzalny i przewidywalny (to znaczy ma niewiele możliwych rozgałęzień). Automatyzujemy, kiedy wiemy dokładnie jak przebiegają wszystkie możliwe scenariusze i jakie są możliwe zakończenia.
Przykład 1: na stronie internetowej posiadamy formularz kontaktowy, gdzie użytkownik wybiera temat rozmowy. W zależności od wybranego tematu kierujemy mail do działu handlowego, obsługi klienta lub księgowości. Użytkownik otrzymuje również automatyczną odpowiedź mailową z informacją, że jego zapytanie zostało przekazane.
Przykład 2: handlowcy wysyłają formularze zamówień w ustandaryzowanych plikach Excel. Po nadejściu wiadomości pliki Excel są składowane w jednej lokalizacji, skąd zaciągane są do jednego pliku, do którego dostęp ma księgowość i controlling.
Agent AI
jest potrzebny w momencie, kiedy proces biznesowy ma zbyt wiele możliwych rozwiązań, aby można było to ująć w postaci drzewa logicznego. Dzieje się tak zazwyczaj kiedy proces jest wieloetapowy, a input na każdym etapie może całkowicie zmienić oczekiwany rezultat.
Przykład 1: na stronie internetowej posiadamy chatbota, który ma obsłużyć pytania klientów w różnych tematach, od sprawdzenia statusu zamówienia do porównania produktów.
Przykład 2: chcemy automatycznie ocenić, czy teksty na bloga pisane przez dział contentu, są stylistycznie spójne z przyjętą konwencją, a następnie automatycznie dopuszczać je do publikacji lub zwracać do autorów.
Bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność
Za pomocą agentów AI można oczywiście dokonywać prostych automatyzacji, ale jest to po pierwsze nieopłacalne, po drugie zaś może okazać się niebezpieczne.
Automatyzacja jest procesem przewidywalnym: wiemy jakie mamy możliwości na wejściu i wiemy, jakie możliwości mamy na wyjściu procesu. Jeśli nastąpi zdarzenie nieprzewidziane w mapowaniu procesu, automatyzacja po prostu nie ruszy, lub też zatrzyma się w określony sposób.
Agent AI operuje na wielkim modelu językowym, zatem może uzyskać pewną „autonomię decyzji”. Możemy różnicę scharakteryzować w taki sposób, że automat jest deterministyczny – to znaczy z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, jeśli nie z pewnością, wiemy jaki jest przebieg i efekt jego działania – natomiast agent autonomiczny działa probabilistycznie, a więc jego efekt działania jest co najwyżej prawdopodobny. Bardzo mała zmiana na wejściu procesu może spowodować znaczącą różnicę na wyjściu – na przykład w zużyciu tokenów, a więc i wysokości rachunku.
Trzeba wspomnieć w tym miejscu o pewnej cesze LLM-ów, to znaczy halucynacjach. Wbrew bardzo popularnej opinii, halucynacje to nie jest coś, czego można uniknąć, na przykład stosując odpowiednio skalibrowane prompty – powstało już wiele badań na temat tego, że halucynacje to nieusuwalny efekt zasady działania modeli językowych (np. tutaj czy tutaj). Nie da się halucynacji uniknąć, więc należy ich możliwość wkalkulować w ryzyko wykorzystania.
Oczywiście istnieją sposoby na to, aby opanować agentów AI i trzymać ich w określonych ryzach. Są to m.in. obniżanie „temperatury”, wyłączanie trybu „rozszerzonego rozumowania”, tworzenie guardrailsów zabraniających i zezwalających na użycie konkretnych narzędzi, ustawianie limitu tokenów. Jeśli AI zostanie zaimplementowana poprawnie, to nie ma możliwości, aby zrobiła coś rzeczywiście nieprzewidywalnego albo wygenerowała rachunek na niebotyczne kwoty.
Jednak należy zastosować prostą „zasadę kciuka”: jeśli proces może zostać zmapowany od początku do końca, i można go zautomatyzować, to najpewniej nie jest potrzebny do tego
Jakie narzędzie? Zacznij od celu
Pytanie, jakie należy sobie zadać na początku, nie może być pytaniem o narzędzie, ale o cel. Jeśli borykamy się z konkretnym problemem biznesowym, to dobór narzędzia jest drugorzędny. Jeśli zaczynamy od pytania o narzędzie – to znaczy „gdzie moglibyśmy wdrożyć narzędzie X?” – czeka nas seria rozczarowań, generowania problemów zamiast ich rozwiązywania i bezsensownego przepalania budżetów.
Obecnie istnieje szeroka gama narzędzi do wykorzystania do określonych celów biznesowych. Niektóre z zadań można wykonać łatwiej przy użyciu narzędzia X, a inne przy użyciu narzędzia Y.
Na przykład:
- Zapier to jedno z najpopularniejszych narzędzi klasy no-code, służące do łączenia ze sobą tysięcy aplikacji chmurowych za pomocą prostych scenariuszy typu „jeśli wydarzy się X, wykonaj Y” (tzw. Zapów). Sprawdza się przede wszystkim w przewidywalnych, deterministycznych automatyzacjach — takich jak przekazywanie danych z formularza do arkusza czy powiadamianie zespołu o nowym zamówieniu. Jego największą zaletą jest szybkość wdrożenia i brak konieczności programowania, dzięki czemu proste procesy można uruchomić w kilka minut, bez angażowania działu IT.
- UiPath reprezentuje kategorię narzędzi RPA (Robotic Process Automation), czyli automatyzacji opartej na „robotach” naśladujących działania człowieka bezpośrednio w interfejsie aplikacji. Dzięki temu sprawdza się tam, gdzie klasyczne integracje zawodzą — na przykład w pracy ze starszymi systemami, które nie udostępniają API, czy z aplikacjami desktopowymi. Jest to rozwiązanie o rodowodzie korporacyjnym, projektowane z myślą o dużej skali i powtarzalnych procesach back-office’owych, co wiąże się jednak z wyższym progiem wejścia i kosztami licencji.
- PowerAutomate to propozycja Microsoftu, stanowiąca część szerszego ekosystemu Power Platform i ściśle zintegrowana z pakietem Microsoft 365. Jeśli firma pracuje już na Outlooku, SharePoincie czy Teamsach, narzędzie to pozwala automatyzować procesy w obrębie znanego środowiska, bez wprowadzania kolejnego dostawcy. Oferuje zarówno przepływy chmurowe, jak i moduł RPA na komputery, co czyni je uniwersalnym wyborem dla organizacji mocno osadzonych w technologiach Microsoftu.
- n8n wyróżnia się na tle pozostałych narzędzi otwartym kodem źródłowym oraz możliwością hostowania go na własnej infrastrukturze. To istotne w kontekście ryzyka uzależnienia od jednego dostawcy – dane i logika procesów pozostają wówczas pod kontrolą firmy, co ma znaczenie zwłaszcza dla bezpieczeństwa i zgodności z regulacjami. W zamian za tę elastyczność narzędzie wymaga jednak nieco większych kompetencji technicznych, a samodzielne utrzymanie środowiska przenosi część odpowiedzialności na zespół po stronie użytkownika.
- Claude opracowany przez firmę Anthropic, należy do zupełnie innej kategorii niż pozostałe narzędzia – jest to duży model językowy, który pełni rolę „silnika” dla rozwiązań opartych na AI. Sprawdza się tam, gdzie proces wymaga rozumienia treści, oceny czy podejmowania decyzji trudnych do ujęcia w sztywne drzewo logiczne — jak choćby przywoływana wcześniej ocena spójności stylistycznej tekstów na bloga. Dzięki dostępowi przez API może pełnić rolę autonomicznego agenta w bardziej złożonych przepływach, warto jednak pamiętać, że jako rozwiązanie probabilistyczne wymaga świadomego zaprojektowania zabezpieczeń, o których była mowa wcześniej.
- Amazon Bedrock to w pełni zarządzana usługa AWS, która udostępnia w jednym miejscu – poprzez wspólne API – modele bazowe różnych dostawców, między innymi Anthropic, Meta czy Mistral, obok własnych modeli Amazona. W odróżnieniu od pojedynczego modelu, takiego jak Claude, jest to raczej warstwa infrastruktury: środowisko, w którym buduje się i uruchamia rozwiązania oparte na AI, z gotowymi mechanizmami bezpieczeństwa (guardrailsami), bazami wiedzy czy komponentami do tworzenia agentów. Dla firm osadzonych już w ekosystemie AWS jego atutem jest to, że dane pozostają w obrębie znanego środowiska chmurowego, a możliwość przełączania się między modelami różnych dostawców częściowo ogranicza ryzyko uzależnienia od jednego z nich – choć samo związanie z platformą chmurową wciąż pozostaje.
Oprócz łatwości implementacji warto rozważyć jednak też ryzyko związane z oparciem całego procesu na jednym dostawcy (tzw. vendor lock-in), a w efekcie uzależnieniu działania swojej firmy od kogoś innego. Narzędzia zmieniają się obecnie w ogromnym tempie, dodając nowe funkcjonalności i likwidując dotychczasowe ograniczenia. Wybór jednego narzędzia nie powinien zablokować, kiedy za 6 czy 12 miesięcy pojawi się opcja zamiany na inne.
Podsumowanie
Czy porzebujesz automatyzacji, agenta AI czy jednego i drugiego? Aby odpowiedzieć na to pytanie przeanalizuj:
- Jaki problem biznesowy ma to rozwiązać?
- Czy potrafisz opisać cały proces od początku do końca? Czy jest on deterministyczny, czy nieprzewidywalny?
- Na jakim poziomie data maturity znajduje się Twoja organizacja?
- Czy Twoja firma posiada odpowiednie kompetencje do bezpiecznego wdrożenia rozwiązań automatycznych/systemów agentowych?
Tylko takie strategiczne podejście gwarantuje sukces we wdrożeniu.
Autor: Olgierd Sroczyński, Data Enginner w Hostersi